Wilczyca uciekała między drzewami, szybko i zwinnie. Czuła jak szybko się męczy, ale strach nie pozwalał jej na to. Łapy potykały się o siebie, a rozbiegane oczy patrzyły wszędzie. Czuła, że coś ją goni. Jest blisko.
Zauważyła czarny kształt podążający tuż za nią. to coś było duże, szybko i miało czerwone ślepia. Nagle wyrosła przed nią ściana, ciągnąca się długo w dwie strony. ,,Co teraz?'' - pomyślała zdesperowana. W jej żyłach płynęła nabuzowana krew.
Spróbować przeskoczyć tę betonową ścianę? Może walczyć z napastnikiem? Zmienić kierunek ucieczki? Poddać się i dać się zabić?
Image czuła, że się nie podda. Podoła temu zadaniu.
W mgnieniu oka odskoczyła i stała pyskiem do bestii. Zanim się zorientowała wydobyła z gardła głośny charkot. Nigdy nie czuła się tak wspaniale. Czuła, że ma przewagę. Ale szybko się to zmieniło.
Z lasu wydobyła się reszta wilków. I co teraz? Nie zabije wszystkich. No to wpadła po uszy.
Nagle poczuła silny ból, rozdzierający jej mięśnie. Czuła, że się pali. Upadła na ziemię i drgała. Co się działo? Co jej zrobili?
Jeden z wilków pochylił się nad nią, wyszczerzył kły. Image popatrzyła na niego. Kogoś jej przypominał. Był to...
Wilczyca obudziła się. Ciężko dyszała i było jej gorąco. To był tylko sen? Poczuła jak napełnia ją szczęście. Uśmiechnęła się pod nosem. Ale...? Czy ten sen miał coś jej przekazać? Czy to było ot tak? Nie miała pojęcia. Czas pokaże.
Zorientowała się, że ból w klatce ustąpił. Pewnie dlatego, ze u niej szybko się wszystko goiło.
Dopiero teraz zorientowała się, że jest rano. I to wcześnie. Słońce jeszcze wschodziło i promienie wchodziły przez... okno!
- Okno! - Wilczyca krzyknęła wstając.
Wskoczyła na kartony jeden po drugim. Kiedy była na samej górze zobaczyła, że jest na jakimś drugim piętrze. Mogła skoczyć, ale uznała, że lepiej nie. Zeskoczyła z kartonów. Zaczęła węszyć i rozglądać się po pomieszczeniu. Przecież musi być wyjście.
-Ale jak? - Ryknęła i walnęła z całej siły przednimi łapami w ścianę.
Jeden z pudeł spadło, odkrywając wentylacje. ,,Bingo!''-pomyślała.
Zaczęła się wspinać. Rozwaliła kraty i weszła do środka. Było trochę duszno i gorąco, ale parła na przód. Po kilku minutach znalazła się w jakimś innym pokoju. Albo raczej nad nim. Bo nadal była w wentylacji. Znowu rozwaliła kraty i wskoczyła do pokoju. Niczym się nie różniło od poprzedniego. Ale tu było zimno i wilgotno. Śmierdziało rozkładającym się ciałem. Poczuła, że chce wymiotować.
Ale ucieszył ją fakt, że znalazła drzwi, były otwarte.
-Przynajmniej idę na łatwiznę. - Mruknęła.
Kiedy przeszła przez drzwi znalazła się na parkingu. Zaczęła biec ile sił w łapach.
-Muszę wrócić do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz